Wartość tych wspomnień upatruję także i w tym, że w polskiej literaturze prawie nie ma obiektywnych relacji ze służby w Armii Czerwonej. Jest ona demonizowana jako siedlisko niemal podludzi, a nie zwyczajnych osobników. Dotyczy to być może w ogóle Rosji.Kiedyś w Krakowie spędzałem święta u pewnej dziewczyny. Była tam też babcia, starsza nobliwa pani, żona dyrektora gimnazjum z Namysłowa. Opowiadała jak wyglądało wyzwolenie Krakowa przez Armię Czerwoną. Za namową innych udała się nad Wisłę i zobaczyła tam hordy Dżingiz-Chana moczące nogi w rzece. Taki był duch tej relacji. Poczułem się nieco dotknięty, bo wśród tych hord mogli przecież być i moi krewni, może nawet całkiem bliscy.
Osoby (nieukrywające się pod pseudonimami) chcące ujrzeć tu swoje uwagi
na temat wspomnień Bolesława Gleichgewichta proszę o podanie
swego adresu mail-owego oraz (tylko do mojej wiadomości, dla sprawdzenia
rzetelności danych) telefonu stacjonarnego lub skype'owego.
Mój adres to andsolbr małpa gmail kropa org
|