O Campinas

Zadzwonił dziś przyjaciel z Departamento, mój ex-magistrant, późniejszy kolega z pracy, w tej chwili robią z żoną swe doktoraty na Unicamp. Opisał napad, z którego jego żona wyszła cało przed tygodniem. Kompletna banalność, codzienność; centrum miasta, słoneczny dzionek, budka telefoniczna, kupa ludzi wokół… Z rozpędu opisał i inny ,,jej'' napad, a potem o innych znajomych i (moich) nieznajomych - i ciężko mi się to mieściło w głowie.

Mieszkałem w Campinas pół roku w 1978/79, wracałem tam często, po części dla współpracy z António Paques (spłodziliśmy chyba 5 prac wokół teorii Galois pierścieni), po części, by odwiedzać syna w okresie gdy jego matka nie chciała wsadzać go do samolotu; przemieszkiwałem po tanich hotelikach w podejrzanych uliczkach, chadzałem po mieście dniem i nocą - bez jakiegokolwiek poczucia zagrożenia. Gdy Arthur zaczął mnie odwiedzać tutaj nie rozumiałem skąd jego zwyczaj zastraszonego przebiegania przez centrum, szukając ochrony w sklepach i galerias (ciągi handlowe, niby mini-shopping center); kiedyś zwierzył się mej szwagierce, że boi się porwania. Położyłem to na karb frescura czyli bzdurek jego rodziny - superbogaci, no to się boją własnego cienia. Ale krok po kroku, po trosze byłem zmuszony do zmiany opinii.

Co do zaludnienia to Campinas jest 13-tym lub 14-tym miastem tutaj (co parę lat zjeżdża lub wjeżdża w klasyfikacji) z nieco ponad milionem ludzi; ale w terminach kompensacji czeków to nr 3 w Brazylii 1) ustępując zaledwie Săo Paulo i Rio. Wskaźniki społeczne - przeżywalność niemowląt, łóżka szpitalne, pielęgniarki, itd., itp. - bardziej wedle europejskich niż lokalnych norm. Ale kontrasty w skali zasobności (przemysłowe Campinas na jednym krańcu skali, na drugim jest goła nędza) są makabryczne - i ten 12-milionowy moloch, SP, jest odległy o 110km - lub lepiej rzec o 80 minut autobusami co odjeżdżają co 5 minut. Ale wydaje się, że to nie biedota prowadzi ten peleton bandytów, lecz młodzi narkomani z klasy całkiem średniej.

Przed paru laty odparłem dwa awansy kolegów z Unicamp - nie byłem niczym super-wyróżniony, po prostu próbowali ogołocić cały kraj z przyzwoitych naukowców, stanowiło to śmiałą i gwałtowną próbę wybicia się powyżej IMPA i USP (po części udało im się) - i oba razy bez większych wahań odmówiłem; z jednej strony wiedziałem, że matka chłopaka interweniowała by często w moje życie (z jakichś przyczyn milionerzy uważają, że wiedzą jak żyć i zalewają Cię radami na ten temat; powinni mieć swe katedry filozofii we wszystkich uczelniach), a z drugiej to nigdy nie lubiałem zanadto Campinas. Fresca (,,świeża'') - to nieprzetłumaczalny stempelek. Snobistyczna, nouveau-riche, nieprzyjazna, chłodna. I klimatycznie zbyt gorąca i bez ulubionych pejzaży: ani morza ani gór (które współżyją mi tu we Floripie2)) tylko czerwona ziemia. Dzisiaj powinienem zrobić ołtarzyk poświęcony mojej intuicji, co mnie uchroniła od wdepnięcia w to nieszczęście.

Ach, w Kraju chyba ludzie nie zdają sobie sprawy z wymiarów tutejszych zjawisk. Pamiętam, jak kiedyś Helena Korczowa dostawszy ode mnie list z Campinas poczyniła poetyckie uwagi o skojarzeniach wywołanych przez nazwę miasta - no tak, znała łacinę więc wyobraziła sobie śliczne pola; by utłuc to jej złudzenie posłałem kartkę pocztową tak nafaszerowaną wieżowcami, że nie mając podpisu można było sytuować to sobie w środku jakiejkolwiek światowej metropolii.


1)Skoro już jestem przy bankach, to wspomnę, że Święta Katarzyna zajmuje nieco ponad 1% terytorium kraju, z 3% ludności ale ma 10% krajowej sieci bankowej. Gdyby to się tu odseparowało to by było gdzieś tak na poziomie Grecji czy Hiszpanii.

2)Ta Floripa to ucieczka od Florianópolis, którego nikt nie chce tu używać.W końcu zeszłego wieku marszałek Floriano Peixoto zdominował pro-monarchistyczną mieścinę rybacką Nossa Senhora do Desterro, powywieszał ponad setkę jej mieszkańców i zażyczył sobie uhonorowania swego wyczynu militarnego nadaniem miastu swego imienia. Od czasu do czasu są tu jakieś odruchy ku powrotowi do dawnej nazwy, ale to tak prawdopodobne (i sensowne) jak przejście ludzkości z systemu liczbowego dziesiątkowego na dwunastkowy. Ta stara nazwa też nie taka śliczna.


 strona    po polsku