Nie, to nie jest dobre tłumaczenie. Nazwisk nie tłumaczy się. Paulo Coelho. A ponadto pierwszy zwrot to znane porzekadło brazylijskie (z dość jasnym morałem: nie tykaj się dziwadła jeśli nie wiesz kto i po co to stworzył). Cieszmy się. Autor czytadeł jednym z brazylijskich czterdziestu Nieśmiertelnych. Za pan brat z innym Nieśmiertelnym, José Sarney. Ten ostatni Nieśmiertelny stał się czymś takim jak już przestał być prezydentem. Ostatnio starał się być tatusiem prezydentki, ale córa mu z nadmiarem apetytu goniła do żłobu, przypalono skrzydełka tej mało rajskiej ptaszynie. Dużo tam podobnego nieśmiertelnego chłamu i aż dziwi człowieka, że jest tam paru prawdziwych i przyzwoitych pisarzy.
Niechybnie jego dzieła wkrótce będą szkolną lekturą obowiązkową. I słusznie. Czasy są bardzo ku temu podatne, szkoła musi przygotować młodzież do życia. W kretyństwie.
A cytowany zwrot (dla amatorów lektur w neo-łacinie czyli po portugalsku) pochodzi z tego dobrego artykułu.
(Moje podobne ale nie jednobrzmiące obserwacje na tenże temat, także po portugalsku, są tutaj.)