Z listu do J.K., Brasília, 28/V/79
[...] Pamiętasz swoje opowiadanie o języczku indiańskim, co nie zaginął od Konkwisty? No więc jak mały byłem to mi śpiewali długą i półsprośną balladę - wyliczankę rodzajów broni, a potem coś o dziewicy - albo na odwrót, najpierw dziewica a potem rodzaje broni - no i utkwiło mi w uszach
...pułk Mameluków z Afryki Czarnej
starozakonny oddział sanitarny...
No i przypomniałem sobie ostatnio. Otóż, proszę Przyciela, przez całe panowanie Mikołaja I Turcja czyli Imperium Ottomańskie było w jego centrum zainteresowań i brał on tego ,,chorego człowieka Europy'' pod szczególną opiekę, starannie mu obiecując wyzdrowienie. W tym to celu parę razy wypowiedział mu wojnę. Ale był taki moment, że wicekról Egiptu, Mohammed Ali, po wykończeniu egipskich Mameluków, obrócił się przeciw swemu Sułtanowi, który w rozpaczy poprosil Mikołaja o pomoc, czego ów mu bynajmniej nie odmówił. Był to jedyny moment, że carska Rosja (via Turcja, via podwójna negacja, za pośrednictwem Mohammeda Alego) była blisko i po stronie Mameluków. I był to jedyny moment, że w Polsce (a ściślej mówiąc w Królestwie Polskim czyli Kongresówce) dało się coś słyszeć o biednych Mamelukach. A było to tuż po powstaniu listopadowym.

Jak to przetrwało do mnie? Sprośniakowi Fredrze czknęło się coś ze wspomnień młodzieńczych? No, powiedzmy. A potem? Sto lat przekazu ustnego? Chryste Panie, ileż my takich zagadek mamy poutykanych we łbach!

Tak nawiasem, ten oddział starozakonny bardzo wzmacnia moją hipotezę. O ile pamiętam, filipini (starozakonni) zanikali z Rosji tak w stronę Kalifornii (północno-amerykańskiej i meksykańskiej) jak i w deltę Dunaju, do Pryncypatów (późniejszego Królestwa Pryncypatów czyli Rumunii) w jakieś 20 - 30 lat później [...]


 Ab ovo