Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
Obsługa klawiatury, akcenty i przecinki:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia <-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

z 6-go felietonu, 19/XI/02

Brodate żaby

Tym razem nie straszono nadmiernie brodatą żabą i wybory przeszły dla Luli bezboleśnie. Nie, te hece z zadrapaniami i czadami i pomyłkami przy dziurawieniu to naprawdę nie było tutaj. Więcej powiem: trzydziestu urzędników z Florydy przebrało się za obserwatorów filipińskich, by zobaczyć jak to się robi. Traktowali to tak poważnie, że przed przylotem do Rio de Janeiro nauczyli się języka. Malajskiego.

Ale w CNN nie wspomnieli, że to było w pełni elektroniczne, udane i szybkie. Bo i po co nudzić swych obywateli historyjkami o tym zakątku świata mającym 8,5 miliona km2.

Słucham? Historia 41 tysięcy negatywnych głosów upychanych na konto Luli? No tak, to jest coś, czego demokracje zachodnie muszą nauczyć się od Brazylii. Spokojne dojście do urny, łatwe głosowanie - a potem na początku sumowania głosów, w samej stolicy kraju, wrzuca się zwycięzcy świnkę z minus 41.000 głosami. Niestety ten minus przez pożałowania godny błąd rządowych crackerów pojawił się na ekranie i trzeba było wyłączyć światło. A już tak dobrze żarło.

Z tą żabą to stara historia. Jak coś jest człowiekowi nie w smak to i u nas mówi, że „musi to przełknąć”. Ale nie mówi co. A Brazylijczyk mówi tenho que engulhir esse sapo, czyli muszę przełknąć tę żabę.

Przez długie lata były tu dwie gwiazdy na lewicy i jak każdy student nauk politycznych wie, podstawowym zadaniem odpowiedzialnego lewicowca jest wytłukiwanie nieodpowiednich lewicowców. Leonel Brizola był lewicowcem z długą tradycją, jeszcze z Mezopotamii i wiele razy starał się być prezydentem. Niestety miał jedną wadę. Jak zaczynał mówić to kończył po trzech dniach. Lecz tutaj wszyscy znają słowotok prezydenta Castro i było jasne, że lewicowy prezydent będzie musiał odwiedzić Castro i zaprosić Castro, odwiedzić Castro i zaprosić Castro, a potem jeszcze klina klinem. Z obawy przed zagadaniem się dwóch prezydentów na śmierć nigdy Brizoli prezydentem nie wybrano.

Pewnego razu Brizola musiał pogodzić się z Lulą w postępowym pakcie lewicowym. Ustalono nawet, że pojawi się z nim na trybunie trzymając go za robotniczą rączkę. Mogło to mu zepsuć cerę, bo jak państwo pamiętają, intensywne lewicowe całusy z brodatymi towarzyszami ścierają z twarzy francuskie kremy. Widząc, że pakt jest nieuchronny Brizola przyznał ze smutkiem dziennikarzom, że będzie musiał engulhir esse sapo barbudo czyli przełknąć tę brodatą żabę. Brodata żaba okropnie się ucieszyła i nawet dała publiczny wyraz swym uczuciom.

Ale w tym roku wyborcy zostawili w sarkofagach swoich starożytnych polityków i Luli luźno biegało poparcie czy odparcie Brizoli (który startując na senatora w stanie Rio de Janeiro zajął zaszczytne szóste ośmioprocentowe miejsce) ale na wszelki wypadek broda została przystrzyżona. No i zobaczymy czy Bush przełknie żabę z krótką brodą czy też oznajmi, że my wszyscy jesteśmy z Osi Zła. Até logo.