<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Nigdy państwo o tej organizacji nie słyszeli? Niemożliwe. Nawet w Polsce są jej radioaktywne odpady. Założona przez Plínio Corrêa de Oliveira, nieomal idealna mieszanka faszyzmu i katolicyzmu, istnieje do dziś. Nadal bębni. Na przykład, ostro sprzeciwia się przekazywaniu na reformę rolną gospodarstw, w których dowiedziono praktyki pracy niewolniczej. Zawsze wierna swojej nazwie: Sociedade Brasileira em Defesa da Tradição, da Família e da Propriedade (Brazylijskie Społeczeństwo w Obronie Tradycji, Rodziny i Własności) skupiała panie i panów opędzających się od widm komunizmu. Nawet gdy przewrót wojskowy nie wygnał jeszcze do partyzantki gdzieś w dziczy młodych entuzjastów równości z brazylijskich uniwersytetów, nawet gdy Che Guevara nie był polowany, wręcz odwrotnie, dostawał jako kubański minister order w Brasílii - kto miał czuja, czuł komunistę. Kto wie czy dla TFP komunistą nie był zmarły dyktator Getúlio Vargas - przecież dał robotnikom kartę pracy i ustalił minimalny (i to nie taki mały) zarobek. A może już komunistką była księżniczka Izabela, uwalniająca jednym machnięciem pióra Czarnych z niewolnictwa, zamiast spokojnie, godnie i drogo odkupywać ich dla państwa.
Można było za dnia być z TFP a nocą z CCC. Nie, to było coś wręcz odwrotnego niż CCCP. To było o Comando de Caça aos Comunistas - Komando Polowania na Komunistów. TFP obiecywało, że jak już zrobi się ład z komunistami to nadejdzie o Reino de Maria - Królestwo Maryji. Ale że szło to cościk niemrawo (może z braku wyżej wymienionych komunistów), rosły powoli ale wyraźnie szanse wojskowych.
(Do dziś obiecują Królestwo Maryji. Z zapowiedzi wnosiłbym, że warto tam będzie wejść posiadaczom rolnym i przemysłowcom. Robotnik nie będzie miał w ichnim królestwie lekko. A niezamężna matka lepiej zrobi popełniając szybko samobójstwo jeśli ideał tej miłej organizacji ziści się w pełni.)
Tak, ten urywek brazylijskiej tragicznej komedii wszyscy znają, prawda? W 1961 roku wybierają na prezydenta 44-letniego alkoholika i kabotyna, Jânio Quadros. Wprawdzie robi lewe miny i odwiedza Fidela a jego ministrowi przyszpila order, ale ma działania prawe i wreszcie nowa przemysłowa klasa ma swego człowieka u kasy i swojego barda od moralności. W pierwszych miesiącach działania Jânio wydaje najważniejszy edykt swego życia: zabrania używania bikini na plażach.
Niestety później jeszcze bardziej odbija mu szajba i wyobraża sobie, że jest popularniejszy niż jego poprzednik Juscelino Kubitschek oraz wspomniany uwielbiany dyktator Vargas. Zrzeka się władzy myśląc, że przyniosą mu ją z powrotem do łóżka w podwójnej dozie, ale tu niespodzianka, nikt nie chce więcej o nim słyszeć. I prezydentem zostaje - co za zgroza! - jego wice, komunista Jango. Wprawdzie obłupują go z wszelkiej władzy, ale coś i tak trzeba z tym zrobić - i w końcu w 1964 robią. Pucz.
Czemu opowiadam dziś państwu stare bajki? Bo okazuje się, że są one mniej stare niż to wydaje się. Przed paru dniami poleciał minister obrony, za sprawy związane z zamordowaniem przez zezwierzęconych wojaków dziennikarza Vladimira Herzoga. Popełnili na nim samobójstwo w 1975, w 1978 sąd ogłosił wojskowe władze winnymi morderstwa. Nikogo nie posadzono, ale okazuje się, że afera żyje do dzisiaj.
Państwo są dorośli i z wielu doświadczeniami i nie w tym towarzystwie trzeba opowiadać, że choć zbrodnia może być krótka, to jej cień może być nieskończenie długi. Więc nie dla teorii politycznych ani dla tez moralizujących przypominam te lata. One same przypominają mi się w przeróżnych detalach mojej pracy. Na przykład taki drobiazg: jeśli młody asystent ani myśli słuchać starszych kolegów z tytułami, bo on też jest profesorem, to jest tu spadek puczu. Rozwalili hierarchię naukową, czyli zdemokratyzowali system. Rzesza młodych pracowników naukowych uwielbiała rozwiązanie. Wprawdzie wypyszczali na dyktaturę i brak wolności, ale przymierzyli strój i spodobał im się. Dobra pensja, nieusuwalność ze stanowiska i pełna nieodpowiedzialność w kwestii jakości nauczania i badań uczyniła z nich wielotysięczną rzeszę wiernych współtwórców systemu okradania swojego własnego społeczeństwa. Okruchy spadające z przepełnionych stołów generalicji wystarczyły na paruletnie uczty.
A po co wojskowi potrzebowali magicznego rozmnożenia profesorów? Ano, w starym systemie dawano wykłady dla grup studenckim liczących sto czy dwieście osób. Sami państwo rozumieją co to za niebezpieczeństwo. Tylu młodych ludzi naraz w jednym miejscu - a jeśli zechcą oni zacząć myśleć? Albo mówić? Rozproszenie ich po trzydziestoosobowych grupkach, rzadko kontaktujących się z innymi kolegami, okazało się wyśmienitym taktycznie rozwiązaniem. Założenie przez szpicli kilkudziesięciu konkurencyjnych organizacji super-ekstra-lewicowych rozwiązało resztę problemów. Czy można przekupić masowo intelektualistów? Oj, można i to wcale nie wychodzi drogo. Spokojnie, proszę państwa, brazylijskich, brazylijskich.
Trzeba było wielu lat i nadmiernej pazerności dawnych właścicieli systemu by coś się tu ruszyło i zaczęły pojawiać się jakieś ślady przyzwoitości. I parę zdarzeń z ostatniego okresu wydało mi się dostatecznie ciekawymi, by je państwu zrelacjonować. Tyle, że to wszystko jest tak dalekie od Polski i takie egzotyczne, że bez małego historycznego wstępu mogliby państwo zupełnie się w mojej relacji zagubić. Ale teraz mamy już przygotowany grunt, czyli możemy zamknąć na dzisiaj nasze spotkanie.
Za tydzień, mając już solidny historyczny grunt, opowiem państwu jak to nadmiar sprytu patriotów w mundurach okazał się obusieczną bronią i jak to jest niedobrze zgarniać w restauracji wszystkie dania na własny stół.
A przed odejściem zostawię państwu małą, lecz nietrudną zagadkę. Oto ona: jeśli kasta wojskowych prawie w pełni realizowała ideały religijne, patriotyczne i obyczajowe stojące w statutach TFP, jakim cudem - czy jakim zbiegiem okoliczności, jeśli wolą państwo - doprowadzili oni do odchodzenia we własnych rodzinach od kościelnych sakramentów i rodzinnych tradycji, choć bez ranienia przykazań mówiących o prywatnej własności?
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu