http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3559108.html .
W ożywionej dyskusji (w duchu: zemścić się na faszystach makaroniarzach) pojawił się głos wekslujący problem w stronę Brazylii wypowiedź wedle schematów znanych z filmów: gdy bandyta kradnie w USA milion, ucieka do Meksyku albo do Rio de Janeiro. Nic nie wskazuje, by ktoś to tam przeczytał, co chciałem wyjaśnić, ale zapewne niejeden Polak ma zamieszanie w tej kwestii, więc cytuję tu swoją wypowiedź. Cała dyskusja (w wielu fragmentach nie do odczytywania przy małych dzieciach) jest tutaj:
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=47124130&a=47124130
Poniżej przekazuję moje uwagi.
Niewolnicza praca ... normą w Brazylii ??
Data: 19.08.06, 17:31
Pan(i) "ango7" na podstawie źródeł, które chętnie bym poznał,
informuje Rodaków:
> Niewolnicza praca to tragedia, dla współczesnych niby
> demokracji, bo normą jest w krajach feudalnych, zwłaszcza
> w Brazylii.
Dostrzegam w liście zamiary pedagogiczne, bowiem następne
słowa brzmią:
> Ale cóż, Brazylia przeciętnemu Polakowi kojarzy się
> z karnawałem, a Włochy z plażami nad Morzem Śródziemnym,
> bo taki jest obraz kreowany przez media.
Nie wiem czy zastąpienie popularnej sztampy przez rewelacje
tego typu pomaga w rozpowszechnianiu w Kraju wiedzy o świecie.
Dlatego proszę o chwilkę cierpliwości, gdy spróbuję wyjaśnić,
że choć oba tknięcia pędzla stanowią rzeczywistą część obrazu
mającego wymiar osiem i pół miliona kilometrów kwadratowych,
to jednak branie ich za obraz nie jest zalecane.
1. Brazylia była kiedyś krajem feudalnym, jak wiele osób wie
z lektury p.Konopnickiej. Spore dzisiejsze gospodarstwa
(powiedzmy: latyfundia), rzędu kilkuset tysięcy hektarów,
produkujące soję dla np. niemieckich krów, są tak
zmechanizowane jak tylko można to sobie wyobrazić. (Praca
pańszczyźniana kończy się w świecie gdy nie jest wydajna.)
I jeśli kraj jest w światowej czołówce pod względem wyrobów
przemysłowych, to chyba nie tylko w rolnictwie jest jego siła
(np. nie ma gospodarstw hodujących ubrania, buty czy płytki
z ceramiki). Przed 30 laty wydobywano tu 15% potrzebnej
ropy naftowej (a poziom potrzeb był niższy od dzisiejszego),
w tej chwili jest prawie 100% niezależności energetycznej.
Szkoły publiczne dostają komputery z niekomercjalnymi
programami (Linux), w zapadłym interiorze tworzone są kursy
doktoranckie o jakości konkurencyjnej dla tych z Rio de
Janeiro. Mówienie teraz o feudalizmie nie jest trafnym opisem.
2. Wśród doniesień prasowych wywołujących tu burze (pan
dziennikarz zabił narzeczoną, pan poseł jest podejrzany
o dystrybucję narkotyków) bywają właśnie i te o akcji
"promotora publicznego", uwalniającego z pomocą policji
federalnej w jakimś stanie ludzi pracujących w warunkach
niewolniczych. Niektóre z tych doniesień okazują się
politycznie rozgłoszonymi zarzutami. Okazuje się, że
werbowanie i wypłata miały bardzo podejrzane warunki, ale
nie da się zakwalifikować tego jako "pracy niewolniczej"
- sprytni a nieuczciwi wykorzystują naiwność ludzi nie
rozumiejących co podpisują (i nie jest to chyba zbyt
odmienne od wielu "cywilizowanych" umów o wynajem czy
pożyczkę). Czasami okazuje się czystą prawdą. Chyba raz
na rok zdarza się coś takiego w kraju, w którym odległość
od centrów przemysłowych do trudno dostępnej "fazendy"
jest taka jak z Warszawy do algerskiej pustyni, policji
federalnej mało, a policje stanowe sa tak źle płatne,
że łatwe do przekupienia. Akcje władz federalnych
i stanowych w ostatnich kilkunastu latach określiłbym
jako "zdecydowane".
3. Nie rozumiem odniesienia epitetu "współczesnych niby
demokracji" do Brazylii. Elektroniczne urny pozwalają
w parę godzin po wyborach krajowych (około 185 milionów
obywateli, około 126 milionów z prawem do głosu,
głosowanie jest obowiązkowe) podać 99% wyników. Specjalne
sądownictwo (Justiça Eleitoral) nie jest osadzana przez
wygrywające partie, proces wyborczy - coż, jak to proces
wyborczy, kupa bzdur, kupowanych za duże pieniądze, ale
jeśli takie bzdury uchodzą za demokrację w USA czy Francji,
to są też demokracją w Brazylii. Ale ile by tych pieniędzy
nie inwestowano, by zastąpić Lulę prezydentem milszym
osobom cytowanym w "Forbes" (dziś już nie drwi się z niego,
że "robol udaje prezydenta" lecz wraca sie do techniki
zniesławiania i obrzydzania, usiłując podkleić go do
p.Fidela Castro czy do p.Hugo Chavez), wygląda na to, że
znowu demokracja za parę miesięcy da mu czteroletni mandat.
4. Możemy pomówić o prawdziwych (i niesłychanie trudnych)
problemach Brazylii - w niektórych stanach przerażające
powiązania władzy z przepływem narkotyków, źle przemyślane
plany wyciągania masy ludzi z nędzy, nepotyzm w służbie
publicznej, wmontowany w życie społeczne spadek rasizmu -
ale to jest zupełnie inna rozmowa niż rzucone od
niechcenia nieudokumentowane slogany.
Andrzej Solecki
www.andsol.org