Nieoczekiwanie pies zmienił rytm chodu i wyprzedził mnie. Powinienem był odczuć ulgę ale przez krótką chwilę zastanowiło mnie czy gryzłby gdybym i ja przyspieszył i zostawił go z tyłu. To była czysta ciekawość, o zawodach nie było mowy. On był dużo młodszy i miał dwa razy więcej nóg niż ja.
Pies dobiegł do słupa, rytualnie go obsikał, obrócił ku mnie głowę i odczekał aż go wyprzedzę. Zaciekawiło mnie czy wrócił do nikąd czyli tam skąd przyszedł. Nie, znowu kroczył spokojnie za mną.
Gdy zbliżaliśmy się do kolejnego słupa, psie działania zostały powtórzone. Przyspieszenie, wyminięcie, sik, zerknięcie do tyłu. To zaczynało być zabawne. Czy miała być powtórka?
Tak. Następne trzy słupy były oznaczane przez zwierzę nim docierałem do nich. Zdawało mi się, że za każdym razem psi tors był coraz bardziej wypięty a psi ogon wyraźniej wskazywał niebo. Ale piekarnia była po drugiej stronie ulicy i skorzystałem z chwilowego braku samochodów w pobliżu. Po przejściu na drugą stronę zerknąłem na zwierzaka. Patrzał w moją stronę.
Może to przeczulenie, że odczytałem w jego spojrzeniu wyraz pogardy. Jeśli psy mają mizerny wzrok to skąd by mu było robienie miny na taką odległość.