Przy okazji nieprzesadnie mądrego wyrzekania w Gazecie Wyborczej na rodaków (ale czego brakło w argumentacji, autor nadrobił w temperaturze wypowiedzi) – a był to artykuł pod tytułem Zasoby i sposoby z 16 sierpnia 2006, vide
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3551015.html

wymiana uwag z dyskutantem Wojciechem Skulskim z Rochester przywiodła do słynnej rozmowy o koalicji między panem prezydentem a przedstawicielem partii niby opozycyjnej, niby koalicyjnej, ktory miał wyrazić nadzieję, że rząd diabli wezmą (po czym oczywiście aniołowie osadziliby w rządzie ową niby opozycję). Cała dyskusja (oraz zwyczajowe pyskówki i grubiaństwa) widnieją w

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=47006018&v=2&s=0
a kwestia owego polityka skojarzyła mi się z pewnym brazylijskim zdarzeniem. Nie wiem czemu. Może skojarzenia między frazami „Kibic albo śmierć” oraz „Nicea albo śmierć”. Mniejsza o to. Idźmy do opisu zdarzenia.



       Autor: andsol-br
       Data: 18.08.06, 17:08
 
       > Ja nie znam tej sprawy. Kto to taki?
       
       Jan Maria Rokita. Cytowano rozmowę z nieco innymi wyrażeniami,
       typowymi dla szczerej, partyjnej atmosfery. Ciekaw jestem kto
       rozgłosił, jeden pan dumny ze swojej celnej a pryncypialnej
       postawy czy drugi, skarżący się jakie to on ma kłopoty ze
       zmontowaniem koalicji. Podejrzewam, że obaj.
       
       Może zainteresuje Cię (i innych Internautów) nieco związane z tym
       tutejsze zdarzenie. 12 kwietnia 1980 roku przy schodzeniu do lądowania
       we Florianópolis rozbija się na stojącym nieruchomo od milionów lat
       wzgórzu samolot linii (nieistniejącej już) Transbrasil - 3 osoby
       przeżyły, 55 nie, wiele z nich ważnych w życiu miasta (m.in. najlepszy
       naukowiec z Instytutu, w którym parę lat później zacząłem pracować).
       Tajemnica, nie widać przyczyn. Po dwudziestu latach dziennikarze
       kogoś tam pobudzają do puszczenia pary z ust. Komisja badająca wypadek
       owszem, zrekonstruowała przebieg wydarzeń, bo znaleziono czarną skrzynkę.
       
       Leciał tam w towarzyszeniu młodej osoby pułkownik lotnictwa. Po paru
       dozach whisky powiadomił stewardessę kim jest i oświadczył, że chce
       w kabinie porozmawiać z pilotami. Tam przypomniał im , że zgodnie
       z (ówczesnym) regulaminem, jako najstarszy na pokładzie szarżą lotnik
       jest automatycznie komendantem samolotu i chciałby go popilotować.
       Nie odmówili, bo pokazał patent. Ale nie wykazał kompetencji. Nagrana
       jest uwaga pilota skierowana do drugiego pilota: "słuchaj, on się
       roz...". Słychać jego odpowiedź: "zostaw, niech się roz..." i to jest
       koniec nagrania.
       
       Andrzej
       www.andsol.org