Date: Sun, 31 Aug 1997 15:47:57 -0400 (WST)
From: Andrzej Solecki <andsol@mtm.ufsc.br>
To: linux@sprocket.ict.pwr.wroc.pl
Subject: Słoń, mrówka i sprawa polska


  0.  C z e m u    i    m o j e    3    g r o s z e

     W  półrocznym  czytaniu postingów z tej listy ujrzałem na moim
  monitorze parę setek starć dotyczących porównań  Linux  <--->  M$
  oraz Linux  <--->  inne unixy. Ich ilość  i ich ładunek uczuciowy
  stawia jasno, że to ważny problem w tym  środowisku,  ale  jakość
  dużej  ich  części zaćmiewa wizję istotnych problemów. Nie da się
  rozwiązać tego raz na zawsze, bo nowe grupy entuzjastów  niepomne
  istnienia  archiwów listy  zawsze będą hałaśliwie wywoływać stare
  upiory. Pomimo tego (i pomimo mej ignorancji i braku kompetencji)
  zaryzykuję  dodanie  paru  Kb do tej dyskusji, bo myślę, że wiele
  omawianych spraw można by pozostawić w niebycie -  a  wiele  nie­
  tkniętych kwestii trzeba by poruszyć.

  1.  Z a w i s t n e    s z l o c h y    i    j ę k i

     Olbrzymia  część  żalów  wyrażanych w krucjatach anty-M$-owych
  opiera się na rozczarowaniu: `czemu na świecie  ludzie  płacą  za
  Gorsze  jeśli  mogą  mieć  za darmo Lepsze?' To doskonała baza do
  stworzenia nowej religii (startując od sekty fanatycznej), co  na
  długą  metę powinno być dość intratne, ale chyba oddalone od uda­
  nego rozpowszechniania po narodzie zabawki, którą cenimy i  lubi­
  my. Wyzłoszczenie się na świat, że nie dostrzegł jeszcze Światła-
  Które-Ja-Już-Widzę (od miesiąca, od roku, od zawsze...)  nie jest
  zalecaną taktyką wychowawczą i choć może przynieść jakieś wyniki,
  to będą one bardzo odmienne od początkowych zamierzeń - będzie  w
  nich nieznośna doza kompleksu wyższości.
    Jeśli  już  mieć  za złe światu, że jest taki a nie inny to nie
  przejmowałbym się konfliktem M$-Linux, ale tym, że szukając part­
  nerek (partnerów) ludzie oceniają kształt nogi albo jakość szmin­
  ki a nie zachowania się w sytuacjach krytycznych; że Freeman  Dy­
  son ma 1000 razy mniej czytelników niż bubek co ma codzienne kon­
  takty z Marsjanami; że opis stosu wychłeptanych butelek piwa jest
  większą  atrakcją  niż  refleksje z koncertu symfonicznego... Za­
  chodnia kultura emanuje w kosmos znaki i symbole  wielkości  -  i
  jednocześnie  od  stuleci  wyziewa  na  użytek swych społeczeństw
  trutkę głupiutkich filozofii i niezbornych motywacji  codziennych
  poczynań, co prowadzą tak tłumy jak i jednostki do nicości. To że
  dziecię zasiada do gierki pod M$ to jeszcze nic złego; gorzej, że
  w  90% gier dziecię rozwala w drobne kawałeczki wirtualnego prze­
  ciwnika, nie potrzebując oglądać jego krwi i flaków i nie słysząc
  jego  jęków. Ot, milutkie zaszczepianie w społeczeństwie upodoba­
  nia do wygrywania przez  strzelanie.  `Kwestie  van  smaak',  jak
  mówią Holendrzy.
     Napotykając trudności w pojęciu czemu to co płytkie lub głupie
  przeważa upraszczamy sobie procesik myślowy teoriami konspiracyj­
  nymi lub figurą Kompletnie Złego. Kompletnie Zły nie tylko pożera
  nieosolone niemowlęta ale i oszukuje biednych nabywców  komputera
  i  przekupuje  dziennikarzy.  No i otumaniony nabywca pisze słabe
  teksty w Wordzie zamiast tworzyć cuda literackie pod Emacsem.

  2.  G ł ę b s z y    j ę k    b ó l u

     Sądzę, że Bill Gates jest całkiem nietrafnie wybrany jako  mo­
  del na Super-Złego, choć prawdą jest, że jeśli powiedzie mu się w
  jego zamiarach to będzie to bardzo niedobre dla polskiej informa­
  tyki - z oczywistymi konsekwencjami dla konkurencyjności polskich
  prób wejścia na różnorodne światowe rynki usług.  (Dla  tych,  co
  nie  wiedzą:  Mr.Gates  jest  obywatelem  i przedsiębiorcą amery­
  kańskim i jest wątpliwe czy nasze  problemy  zajmują  0,01%  jego
  czasu.  Choć słyszałem, że polskich informatyków - i to dobrych -
  jest w M$ całkiem sporo.)  Jeśli  chcemy  mieć  warunki  na  inne
  układy  musimy  szukać  diagnozy może mniej efektownej ale lepiej
  przylegającej do rzeczywistości.
     Sądzę, że połowa nabywców domowego  komputera  nie  potrzebuje
  żadnego  komputera.  Często chcą maszyny do gier, czasami maszyny
  do pisania - ale chęć czy potrzeba  uzyskania  czy  przetwarzania
  informacji  jest  im  obca - i nic w tym dziwnego: jak spodziewać
  się przeszukiwania elektronicznego źródła informacji u kogoś, kto
  nigdy nie otwiera słowników, encyklopedii czy atlasu. Skąd ma się
  wziąć chęć na użycie programu naukowego lub  programowanie  jeśli
  wzorcem szkolnego nauczania nauk ścisłych jest odwalanie sztampy.
  Gates zbiera miód z ula, który dopomógł postawić; pre-Internetowy
  szał  kupowania   PC   to  była moda tak  informatyczna (i infor­
  mująca) jak kupowanie zielonych blezerów czy bibelotów.
     W  swojej  sławetnej  polemice z zeszłego roku   Alan  D.Sokal
  (sokal@nyu.edu) napisał:
    `Nauczanie  matematyki i nauk ścisłych jest często ... antytezą
  samej nauki.  Nic dziwnego,  że większość Amerykanów nie  potrafi
  odróżnić nauki od pseudo-nauki... Czy jest więc niespodzianką to,
  że  36%  Amerykanów  wierzy w telepatię,  oraz że  47%  wierzy  w
  stworzenie świata zgodnie z Księgą Rodzaju?'
     Problemem  nie jest wypychanie z  HD  Lufta95,  by go zastąpić
  przez FreeBSD czy RedHat ale pokazanie dziecku w szkole, że  może
  mieć  sporo  przyjemności  wertując   encyklopedię.  Odkrycie, że
  encyklopedia elektroniczna jest poręczniejsza dzieciak zrobi sam.

  3.  K r o p k a    ( ś w i e ż e j )    h i s t o r i i

      X/Open zamierza iść do sądu przeciwko  Linux Journal. Jasne -
  jak oni ośmielają  się  używać  słowa  `Unix',  które  należy  do
  X/Open.
     George Santayana (niestety@inny_świat) rzekł: `kto nie zna hi­
  storii jest skazany na ponowne jej przeżycie'. A więc: znamy  już
  tę historię? Oczywiście, że tak. Przedtem to był dowcip z numerem
  5, który musiał nazywać się 4.2, bo ktoś już miał prawa własności
  do  5.  Jeśli Gates nacierpiał się w wieloletnich negocjacjach ze
  zbiurokratyzowaną  czołówką IBM, to mógł potem śmiać się do  roz­
  puku  widząc  głupotę szefów rozlicznych plemion unixowych. Jakby
  mało było konsekwencji tych historyjek z  4.2 = 5  z początku lat
  80-tych, w dziesięć lat później była mu niesłychanie wygodna wal­
  ka między Berkeley i Novell, bo to zdrowo zahamowało rozwój Free­
  BSD.  (Napięcia między  FSF i Linuxem dotyczące tego czy to Linux
  czy LiGNUx  też  mu  są  dzisiaj  na  rękę...)  Gdy  w  1988  IBM
  przystępował do Open Software Foundation, projekt `Windows' wyda­
  wał się zlikwidowany (wcześniejsze Lufty, choć ich było  pół  mi­
  liona,  nie były wiele warte). Fakt, że w ciągu paru lat stał się
  światowym sukcesem godny jest szczegółowego  przestudiowania,  bo
  to  nie jest jedynie historia hucpy i reklamy. Historia Linusa to
  opowieść o błyskotliwym i błyskawicznym sukcesie?  Zgoda. Ale hi­
  storia  Billa  także nią jest. Są to historie tak podobne jak po­
  dobne jest zaciężne wojsko i pospolite ruszenie - ale jak dotych­
  czas  obie  zwycięskie  formacje  nie  wchodziły  sobie zanadto w
  drogę.
     Walka zaczęła się gdy Gates zauważył, że Internet to  pieniądz
  a  Linux  dorósł  do  roli bezpiecznego i sprawnego servera. Luft
  jest nastolatkiem z miłym budżetem i wszystkimi talentami,  które
  pieniądz  może  kupić  -  ale i z brzemieniem olbrzymiej odpowie­
  dzialności, z naciskiem klientów i akcjonariuszy, z  sympatycznym
  otoczeniem  gdzie  jak  się  da  to  zeżrą  ich  żywcem. Linux to
  sześciolatek, który ma Ideał - mieszanka  misji  i  rozrywki,  ma
  czar  niezależności, który skupia tak niezależnych i zbuntowanych
  jak i przemysłowców, których nie stać na Lufta; ale ma też  spory
  bałagan  i zalążki walk bratobójczych. To co sobie w życiu poczy­
  tałem o historii i konfliktach między imperiami a ideami  skłania
  mnie do stawiania na Linux - czy też ogólnie na unixy - ale _wie­
  dzieć_ o tym jak to będzie to  można  jedynie  dzięki  codziennym
  kontaktom z Marsjanami.

  4.  Z b ę d n e     p o t y c z k i

     Przy atakach Luftowych i unixowych to nie czołówka informatyki
  robi rejwach. Typowy przykład: n-ty raz jawi się pytanie:  `która
  dystrybucja  lepsza?' Specjalista, zaangażowany w rozwój jednej z
  nich, odpowiada z taktem i umiarem:  `weź  tę,  którą  mają  twoi
  przyjaciele'.  Ale neofici już atakują: `weź koniecznie Slacka!',
  `Nie, to debian poszedł w kosmos!'. Jakiś  wywar  na  uspokojenie
  nerwów natychmiast by odciążył listę od setki postingów.
     Jeszcze to śmieszniejsze gdy atakują Luftowcy. Wrzucają jakieś
  dane dowodzące, że masło jest maślane i dlatego jest najmaślejsze
  na świecie - i 50 osób atakuje coś, co rzekomo jest `statystyką'.
  Przypominają się dawne czasy,  gdy  bracia  Słowianie  ogłaszali:
  `Pod  Bykowem  będzie  największa  na świecie fabryka traktorów.'
  Jest oczywistym infantylizmem utożsamianie wielkości  i  jakości.
  Jedyne  porównania, które powinny nas interesować są typu: `Wśród
  sprawnie działających serverów ile jest unixowych? Jaki jest mie­
  sięczny koszt działania sprawnych serverów różnych typów?'
     Przypomina  mi  się  historia  Gombrowicza,  który stanął przy
  drzwiach sali gdzie miała swe zebranie polonijna śmietanka w  Bu­
  enos  Aires  i  gdy  była  chwilka  ciszy  rzekł  niby cicho, ale
  słyszalnie: `a Kościuszko to zdrajca i sprzedawczyk'.  (Wybaczcie
  możliwe  niedokładności,  cytuję  z  niczego czyli z głowy). No i
  natychmiast zaczął się cyrk. Gwałtowność reakcji na proste prowo­
  kacje wyraża brak przekonania we własne racje.

  5.  A t a k i    z    n i e p e w n e j    p o z y c j i

     Psioczenie  na M$ nie współgra z ilością postingów dotyczących
  lilo, dosemu, Wabi, Wine et al. Wydaje się, że przeciętny linuxo­
  wiec  nie  rezygnuje z prostych radości Lufta, jedynie narzeka na
  nie.
     Oprócz tego jest  relatywnie  podejrzanym  nawracanie  Świata:
  `uczcie  się  unixa bo on lepszy' przy jednoczesnej intensywności
  dyskusji o WordPerfect, Lyx i innych `word-processors'. Już  parę
  razy  widziałem  na  linuxowych  `home pages' wyznania typu: `nie
  umiem i nie nauczę się TeX-a'. Chwileczkę. Groff czy TeX tak  się
  mają  do  owych  edytorów jak Linux czy OpenBSD ma się do Luft95.
  Dziwny to profeta lepszych czasów, co przechodzi  obojętnie  obok
  ołtarzy  własnej  świątyni.   (TeX nie jest wynalazkiem unixowym,
  ale tu najlepiej zadomowił się; łatwo zrozumiała  równoległość  -
  on też jest Posłaniem a nie Handlem.)
     No i sprawa `Dziecko a Linux'... Gdy w zeszłym roku zobaczyłem
  Marka Peryta pokazującego dzieciom  jak  się  klika  na  Luftowym
  ekranie  żachnąłem się, ale natychmiast uświadomiłem sobie: czego
  to ja chcę?  Żeby przedszkolaczki wybijały paluszkami  `mount  -t
  iso9660  -r  /cdrom'?   Nie mam podstaw do strzelania procentami,
  ale jest jasne, że olbrzymia ilość  ludzi  kupuje  komputery  dla
  swoich  dzieci. Moi synowie (4 & 2 lata) lubią `eyes' i `forest',
  ale wkrótce proszą, by przejść na przygody samochodzika Putt-Putt
  i  okładanie  kolorami  dinosaura.  Nie  znalazłem choćby jednego
  prościutkiego programu typu `ABC123'  (rmashlan@r2m.com),  by móc
  ich zabawić bez wychodzenia z Linuxa.

  6.  J a k a    t u    j e s t     s t a w k a

     Stawka  jest  tak duża, że aż czuję się zażenowany perspektywą
  gadania o tym. Jak to mówił  poeta  Litwiniuk:  `Wielosłowność  -
  małonośność'.  Wolę więc prosić o jeszcze trochę cierpliwości, by
  pomówić o tym jak starać się wygrać tę stawkę.
     Ucieszyłem się szczerze gdy dwa lata temu znalazłem w  linuxo­
  wej publikacji komplementy (nie pamiętam za co) dla wrocławskiego
  informatyka  -  w istocie istnienie tej listy potwierdza, że jego
  działalność  była  systematyczna  i  ukierunkowana - ale zmartwił
  mnie brak polskiej dokumentacji.  Niemcy, Duńczycy czy  Holendrzy
  złapali wiatr dużo wcześniej od nas.
     Powoli  nadrabia się zaległości, ale powinno to być dużo szyb­
  sze, powszechniejsze i powiązane  z jakimś  oparciem  materialnym
  (jeśli  nie  finansowym)  dla zaangażowanych w to. Pojawienie się
  `Linux+' jest wielkim postępem i podstawą dla nadziei.  Idąc  tym
  śladem  można  zacząć  rozmawiać  z zainteresowanymi (organizacje
  rządowe to najoczywistszy cel, ale szukałbym oparcia i  w  innych
  organizmach:  Kościół,  szkolnictwo prywatne, NOT...) o grantach,
  stypendiach i kupnie  hardware.  Można  oferować  od  tłumaczenia
  książek  i artykułów poprzez spolszczenie dostępnych softów aż do
  stawiania serverów i organizowania db na bazie darmowej a  godnej
  zaufania.  Precedensy  z agencjami amerykańskimi (ichnia `admini­
  stracja' czyli rząd zawsze ma skromniutkie zasoby pieniężne)  po­
  winny być dobrym argumentem.
     Kłopot  w  tym,  że  gdzie  pieniądz  tam  i hieny. By uniknąć
  hochsztaplerów  co zaszkodziliby zdrowo w tej kwestii  musi  ist­
  nieć   jakaś  `Linuxowa  Rada  Starców' (to nic, że średnia wieku
  może być bliska 18 lat),  która by potwierdzała  sensowność   po­
  czynania.   Linuxowe środowisko  nie lubi więzów organizacyjnych,
  ale organizacje wolą pertraktować z organizacjami niż  z  młodymi
  rozczochranymi.   Ale  jeśli  TeXnicy  umieli to rozwiązać z TUG-
  ami  i GUST-em to ma się dobry wzór do naśladowania. Ponadto, na­
  leży  przemyśleć   nastawienie   z jakim wyrusza  się  na  podbój
  świata. Buńczuczność, rynsztokowy język i zapienianie się przeciw
  jakiejś   firmie   to    gwarancja   natychmiastowej  przegranej,
  przed  pierwszą audiencją.  Co nie znaczy, że były  by  bez  war­
  tości  dobrze udokumentowane przykłady nieudolności  i  niewydol­
  ności technicznego serwisu M$, elementarna sprawa dla jakiegokol­
  wiek administratora sieci.
     No  i  inna niesłychanie ważna rzecz: PISAĆ o Linuxie. I o in­
  nych podobnych przedsięwzięciach (FreeBSD, OpenBSD,  GNU...)  Nie
  ma w prasie i czasopismach dostatecznie wielu dziennikarzy dosta­
  tecznie poinformowanych w sprawach softu czy Internetu. Kultural­
  nie  i ciekawie zredagowany artykuł ma spore szanse na pojawienie
  się w lokalnej prasie.
     Podsumowując: zanosi się w przyszłych latach na  sporą  walkę.
  Strona,  która chlubi się rzekomą czystością i wyższością moralną
  traci swoje atuty brudnymi zagraniami i wygłupami. Wolałbym  wie­
  dzieć,  że  tych parę miliardów dolarów, które polska informatyka
  pochłonie w  następnych latach zatrzyma się  choć po części wśród
  młodych, zdolnych krajowych informatyków produkujących dobrej ja­
  kości soft z otwartymi źródłami niż widzieć jak codziennie na tle
  zachodzącego  słońca  stada  dolarów odfruwają do domu. Jasne, że
  tych kilkaset osób skupionych w polskich linuxowych grupach   nie
  decyduje  o  przyszłości  narodu  - ale myślę, że jest to grupa z
  pewnymi możliwościami na kształtowanie tej przyszłości.
  			     Wasz
  			       Andrzej Solecki