Andrzej Solecki

Paryż, 1976

Szlakiem Lenina

- Siadajcie, kolego - powiedział przewodniczący. - Jak wyglądają w tej chwili wasze przygotowania?

- Wszystko w porządku - rozradował się Tadeusz. - Złożyliśmy wszyscy wnioski o paszporty, uczelnia dała przychylne opinie, wystąpiliśmy od razu o wizy: szwajcarską, fińską, angielską i radziecką, bo z tymi to najdłużej idzie; w ogóle, wszystko gra.

- Aha - przewodniczący wyraźnie nie słuchał go. - Dostałem dwa listy w sprawie waszej ekspedycji. Nasz Zarząd Naczelny pisze, że serdecznie przychyla się do inicjatywy uczczenia pamięci Lenina przez zorganizowanie wyprawy ,,Szlakiem Lenina''. Pod warunkiem, że sami zabezpieczycie środki materialne.

- Zabezpieczamy - zapewnił Tadeusz. - Nysa obiecała wóz, Legionów namioty i śpiwory, Przetwórnia Konserw …

- Dobra, dobra - przerwał mu przewodniczący. - Dostałem dwa listy, jak wam powiedziałem. Zdaje się, że przesadziliście z tym entuzjazmem dla Lenina …

- Jak to?! - Tadeusz otworzył szeroko oczy.

- A tak to. W drugim liście Milicja Obywatelska prosi nas o wyjaśnienie w związku z waszą wyprawą. Milicja chce wiedzieć kto dokładnie rzecz ujmując zajmował się nadzorem nad zakończeniem Rajdu Marzanny w Krościenku, gdzie słyszano was czterech śpiewających - cytuję: ,,i cała nocka pełna jest polucji na samą myśl o Wielkim Wodzu Rewolucji, a ty maszeruj, maszeruj, głośno krzycz: niech żyje nam Wałodia Iljicz''.

Tadeusz zbladł, bez słowa wstał i ruszył ku drzwiom. Przewodniczący ryknął za nim:

- Do Poronina, nie do Szwajcarii! I prywatnie, bo już nie jesteście członkiem naszej organizacji!

Epilog. Piękna idea nie została zaprzepaszczona: szlakiem Lenina pojechało trzech kolegów z Zarządu ze swoimi dziewczynami.


 Ab ovo