Dwa przykłady dla wyjaśnienia. Gdy miałem z 12 lat ujrzałem w sąsiedztwie jakieś dwie panie co się borykały z jakąś ciężką walizą. Jako że byłem napełniony ideałami z Sienkiewicza i Londona, zbliżyłem się i zaoferowałem pomoc. Gdzieś 500m dalej postawiłem walizę przy jakiejś bramie, gdzie te panie wchodziły i już odchodziłem niesłychanie dumny z siebie, że ta waliza nie zmogła mnie i mogę udać się na wyprawy arktyczne, gdy jedna z pań zaoferowała mi jakiś banknot. Wygłosiłem jakąś krótką i szlachetną mowę na temat ludzi, co powinni sobie pomagać i że to nie dla pieniędzy i odszedłem jeszcze dumniejszy z siebie, prawie fluktuując jak balon.
No i gdzie tu ta moja nagroda za dobre zachowanie się, skoro banknot został u owej pani? Ano, rzecz w tym, że te panie być może już nie bawią na tym świecie a ja do dziś pamiętam, że komuś kiedyś tam pomogłem, co poprawia mi do dziś moją globalną auto-wycenę.
Drugi wypadek był przyniósł mi korzyści bardziej doraźne. Bodaj w dziesiątej klasie, po 6 miesiącach ćwiczeń kulturystycznych, czułem się dość pewny siebie w stosunkach z różnymi kolegami - awanturnikami i zabijakami. Gdy jeden z nich coś mi tam dojadł postanowiłem ustawić go na swoim miejscu, ale że musiałem gonić do domu, postanowiłem obić go następnego dnia. Ale wieczorem przemyślałem sprawę i uznałem, że z moimi nowymi mięśniowymi możliwościami było by nieuczciwe masakrowanie chłopaka. Postanowiłem wybaczyć mu i następnego dnia zaproponowałem mu jakiś godny układ o częściowej przyjaźni i współpracy, który on chętnie przyjął.
A po jeszcze jednym dniu usłyszałem w radio, że ten mój kolega, który w tajemnicy przed wszystkimi ćwiczył w jakimś klubie boks, właśnie poprzedniej nocy wygrał wojewódzkie mistrzostwa juniorów w jakiejś niewielkiej wadze. Oczywiście to nie rozwiązywało wszystkiego, bo oprócz owej kulturystyki ja też ćwiczyłem sobie w ukryciu jakieś mało pokojowe sporciki, ale z pewnością przykładowe ukaranie awanturnika było by dużo bardziej skomplikowane niż mi się to na początku mogło wydawać.