Akwizgran, 1978

Królewna Wiochna

Andrzej Solecki

– To co, stary – powiedział przyjaciel – chyba nie chce ci się wracać do siebie o tej porze? A poza tym zimno jak diabli, chociaż formalnie wiosna od pięciu dni. Kładź się na tapczanie w jadalni, nikt cię nie będzie zrywał rano.

Tym mnie przekonał. A w dodatku nie miałem w domu nic na śniadanie, a w mojej mleczarni zawsze rankami już nie ma albo jeszcze nie ma mleka. Bez dalszych ceregieli poszedłem na tapczan do jadalni.

W obcych miejscach często mam dziwaczne sny. Tym razem najpierw przyśniło mi się, że graliśmy w brydża pomarańczami, a potem, że jakiś kapral ryczał na poligonie: „no, dzieci, szukamy szybciutko Królewny Wiochny”. Ryczał jednak tak głośno, że się obudziłem. Otworzyłem oczy i usłyszałem zza okna: „Gdzie się skryła Królewna Wiochna?! Kto pierwszy ją znajdzie?!”

Więc to nie był sen. Ale jako jawa było to jeszcze dziwniejsze, skoczyłem więc do okna. Po drugiej stronie ulicy z dwudziestu maluchów przywierało do drucianej siatki i wpatrywało się w grudki zamarzniętej ziemi na ogrodzie. Stojąca za nimi bardzo duża pani przedszkolanka zakomenderowała basem: „Nie ma! Idziemy dalej! Dzieci, bierzemy się za rączki i maszerujemy!” W głosie jej była nienawiść do Królewnej Wiochny, że się schowała i do maluchów, że nie maszerują krokiem defiladowym.

Przyjaciel wsunął nos do jadalni.

– Wstałeś na śniadanie? To fajnie, bo to już prawie południe.

Zbyłem milczeniem ten przytyk i spytałem:

– Słyszałeś?

– Głuchy by słyszał – roześmiał się.

– Od dawna oni tak szukają Królewny Wiochny?

– Od ostatniej reformy programu przedszkolnego. Tak z pięć lat temu. Przysłali Królewnę Wiochnę w programie i siedzi tam.

Przyjrzałem mu się z niedowierzaniem. Nigdy nie słyszałem o jego znajomości systemu szkolnictwa i przedszkolnictwa.

– Skąd ty wiesz o tym?

– Nie wiem. Przed chwilą wymyśliłem tę teorię. Czego się gapisz? To mój sposób na dopisywanie sensu do bezsensu. Myślisz, że ja nie chcę znaleźć mojej Królewny Wiochny?

Machnąłem zrezygnowany ręką i zająłem się poszukiwaniem jedzenia. Chwilowo było to ważniejsze niż królewny i księżniczki.